DLA WŁASNYCH POTRZEB

W gorzkich uwagach, jakie są wówczas wypowiadane, kryje się głęboki żal, że druga strona tak długo maskowała swoje prawdziwe oblicze i dopiero teraz ujawniła swą rzeczywistą naturę. Sprawa ta jest niezmiernie istotna, ponieważ określenie wła­snych potrzeb dokonuje się metodą prób i błędów, w nieustannym oczekiwaniu odzewu ze strony partnera. Trudno jednak uzyskać ów odzew, kiedy nasze życzenia kierujemy pod niewłaściwym adresem. Dlatego właśnie tak ważny jest ów pierwszy krok, pod­jęty pod wpływem sytuacji kryzysowej: uważne przypatrzenie się sobie, aby ustalić, kim właściwie jest osoba, z którą spędzi­liśmy kawałek życia.Powoli partnerzy uczą się, że na każdym etapie wspólnej dro­gi staje przed nimi konieczność przystosowania się do zmian, które nie pozostają bez wpływu na jakość wzajemnej więzi. Usta­lenie nowych reguł współżycia — choćby był to tylko nowy po­dział obowiązków domowych — wprowadza zawsze pewną dys- harmonię w układzie między małżonkami, wywołuje napięcia, a nawet poważne konflikty. Odbija się to także na bardzo wraż­liwej sferze wzajemnych kontaktów, a mianowicie na pożyciu seksualnym.

KRYZYSY ZDARZAJĄ SIĘ WSZĘDZIE

Kryzysy zdarzają się w każdym, nawet najbardziej kochającym się, bliskim sobie małżeństwie. Warto także wiedzieć, że kryzys może odegrać w biografii małżeńskiej niezwykle pozytywną rolę. Na ogół naprawdę dobrymi związkami są te, które umiały po­traktować kryzys jako możliwość ułożenia wspólnego życia nie­jako od nowa. Pierwszym krokiem na tej drodze jest właśnie poznanie się wzajemne, choć zdaję sobie sprawę, że brzmi to pa­radoksalnie. Bowiem osoby, którym przysięgamy miłość i wier­ność, rzadko bywają dla nas osobami realnymi. Mamy o nich co prawda wiele informacji, niekiedy zdajemy sobie sprawę z ich zalet, a nawet braków, ale na ten obraz nakładają się nasze wy­obrażenia na ich temat. To właśnie sprawia, że jeśli nawet w co­dziennym życiu nie wszystko układa się zgodnie z przewidy­waniami, współmałżonek nie dopuszcza do zmiany swoich wy­obrażeń, do urealnienia obrazu partnera. Oczekiwania i nadzieje kierowane do drugiej osoby coraz częściej nie spotykają się z od­zewem, zaś narastające rozżalenie, irytacja, wreszcie gniew i agre­sja doprowadzają z czasem do bolesnej konfrontacji.

BRAKI W UKŁADZIE

Zdają sobie bowiem sprawę, że jeżeli nie wszystko ułożyło się między nimi w taki sposób, jak wyobrażali to sobie i planowali przed ślubem — to przy dobrej woli obu stron powinna istnieć możli­wość poprawienia ich wzajemnych relacji. Praktyka poradnictwa rodzinnego wskazuje, że nie są to nadzieje bezpodstawne. W to­ku pracy nad swoimi problemami obie strony odkrywają rzeczy­wiste motywy poczynań, zaczynają rozumieć mechanizmy za­chowań partnera i uczą się nowego, otwartego sposobu porozu­miewania. Zaczynają także rozumieć, że kryzys ich związku po­mógł im uświadomić sobie zarówno braki dotychczasowego ukła­du, jak i jego autentyczne wartości. Uczestnicząc w tym trud­nym, ale przecież twórczym procesie, odnosi się wrażenie, że dopiero teraz osoby, które zawarły małżeństwo kilka czy kilka­naście lat temu, poznały się naprawdę i dopiero teraz mogą z pełną odpowiedzialnością podjąć decyzję o rozwiązaniu bądź kontynuacji wspólnego życia.

ZASADY PARTNERSTWA

Mam tu na myśli opaczne rozumienie zasad partnerstwa, które bywa kojarzone ze swoiście rozumianym prawem do wolności. To odmieniane przez wszystkie przypadki słowo „wolność”, to przyznawanie sobie pra­wa do swobodnej zmiany partnera na bardziej odpowiadającego aktualnym potrzebom. Nie bierze się przy tym pod uwagę, że koszt takiej zmiany może ponieść na przykład schorowana żona, z którą przeżyło się kilka lub kilkanaście lat, lub głęboko za­angażowany w sprawy rodzinne (lecz nie tak atrakcyjny, jak najnowszy obiekt uczuć) mąż. Generalizowanie opisanego tu zjawiska byłoby zbyt wielkim uproszczeniem. Wiele małżeństw, zdając sobie sprawę z narasta­jących konfliktów, albo stając w obliczu kryzysu, stara się w jakiś sposób poradzić sobie z trudną sytuacją, szukając niekiedy po­mocy w wyspecjalizowanych placówkach. Są to zwykle pary, które silnie zaangażowały się w swój związek i nie chcą do­puścić do lekkomyślnego zerwania łączących je więzi.

TRADYCYJNE WYOBRAŻENIE

Dzieje się tak, ponieważ tradycyjne wyobrażenie małżeństwa zakłada, iż między kochającymi się ludźmi nie po­winno być miejsca ani na konflikty, ani — tym bardziej — na poważne, zmuszające do rewizji postaw kryzysy. I chociaż w świadomości współczesnego człowieka problemy małżeństwa i rodziny silniej niż kiedykolwiek przedtem łączą się z wielo­rakimi trudnościami — to samo wyobrażenie prawdziwej miłości łączy się z sielankowym obrazkiem kobiety i mężczyzny, którzy trzymając się za ręce, patrzą ufnie w promienną przyszłość. W takim wyobrażeniu nie mieszczą się ani trudności, ani — tym bardziej — ich przezwyciężanie. Na pytanie, czy kryzys, który następuje w pożyciu dwojga lu­dzi, może być początkiem nowego rozdziału w ich życiu — wiele osób odpowiedziałoby, że ów kryzys może być szansą podjęcia nowych (odmiennych niż te, które doprowadziły do problemów w dotychczasowym związku) relacji z innym partnerem. Taki pogląd znajduje swoje odbicie w niepokojącym zjawisku, jakie obserwujemy na przestrzeni ostatnich lat.

REJESTR TRUDNOŚCI

Jeśli sprawy zawodowe układają się pozytywnie — wówczas i perspektywy małżeństwa wydają się jaśniejsze, co wpływa korzystnie na wza­jemny stosunek męża i żony. W sytuacji odwrotnej, kiedy spra­wy pozarodzinne są trudne i mało satysfakcjonujące, nasila się oczekiwanie rekompensaty w życiu osobistym. Wówczas naj­drobniejsze nawet kłopoty małżeńskie urastają do rangi pro­blemu, którego podłożem jest przekonanie o własnej niespraw­ności i poczucie niskiej wartości. Przedstawiony rejestr trudności w pożyciu sprawia, że w mia­rę upływu lat partnerzy coraz wyraźniej odczuwają wszystkie minusy swojego związku. Co więcej, są przekonani, że niczego już się nie da w tym układzie poprawić; jednakże ze względu na dzieci, opinię otoczenia, przyzwyczajenie czy korzyści mate­rialne pozostają w nim nadal. Bywa, że rozczarowani zarówno partnerem, jak i całą instytucją małżeństwa, starają się nie do­puszczać do wyraźnego ujawnienia narosłych żalów i pretensji, a swój zawód próbują zaspokoić bądź intensywną pracą zawo­dową, bądź przez wejście w układ uczuciowy z inną osobą. Pod­jęcie otwartej rozmowy i wyraźne stwierdzenie kryzysu w mał­żeństwie jest dla wielu par jednoznaczne z całkowitym rozpa­dem ich związku. Do tego zaś, z różnych przyczyn, starają się nie dopuścić.

W WIELU MAŁŻEŃSTWACH

W wielu małżeństwach, które przeżywają ostry konflikt emo­cjonalny, głównym czynnikiem pobudzającym niejako wzajemne pretensje staje się dziecko. Jego przyjście na świat uaktywnia bowiem trudności, które przeżywali w przeszłości rodzice, kiedy sami byli dziećmi. Dziecko wyzwala i ujawnia bolesne urazy z ich własnego dzieciństwa. Zadawnione lęki i urazy — w oba­wie, że dziecko mogłoby je powtórzyć w swoim życiu — znajdują ujście w kontaktach z partnerem. Nie rozumiejąc mechanizmu, który wyzwala we współmałżonku niewspółmierne do zdarzeń reakcje, druga strona czuje się zdezorientowana i zirytowana jego postępowaniem. Pogłębia to poczucie wzajemnej obcości i oddalenia. Dodajmy jeszcze jeden bardzo ważny czynnik, wpływający na stosunki w małżeństwie: to cały zespół warunków zewnętrznych, silnie rzutujący na to, co dzieje się wewnątrz związku. Na przy­kład takie sprawy jak odnoszone sukcesy (lub ich brak) czy kon­flikty w miejscu pracy budują samoocenę jednostki.

ZDANIE KOBIET

Z kolei kobiety są zdania, że ich mężowie są wobec dzieci zbyt surowi, mają za duże wymagania, preferują przestarzałe metody wychowawcze. Należy tu jeszcze wymienić nieporozumienia na tle sposobu spę­dzania wolnego czasu, a także konflikty związane z pracą za­wodową kobiet aby rejestr wzajemnych zarzutów i pretensji był niemal wyczerpany. Interesujące wydaje się przytoczenie tutaj listy przyzwycza­jeń, ocenianych jako niekorzystne u współmałżonka. Jest to na przykład brak nawyków higienicznych, brak dbałości o porządek, a także-przesadne przejmowanie się pracą, co w rezultacie stwa­rza stan ciągłego zmęczenia; dalej kwestie związane z wypo­czynkiem („za wiele czyta”, „chodzi na ryby”, „izoluje się”) oraz drobne codzienne zwyczaje („siedzi ciągle przed lustrem”, „za długo się ubiera”, „stale śpi”, „gwiżdże”, „zajmuje łazienkę, nie licząc się z domownikami”). Pojawiają się też zarzuty dotyczące sposobu odnoszenia się do partnera („unika przebywania w do­mu”, „lekceważy”, „obraża”, „jest oziębły”, „jest zbyt nerwo­wy”) i pretensje o niewłaściwy stosunek do dzieci: gderanie, po- pędliwość, nieustanne karcenie.

ZESPÓŁ KONFLIKTÓW

Znudzenie, zniechęcenie, uświadomienie sobie niezgodności między codziennością a oczekiwaniami i marzeniami wzrasta wyraźnie od drugiego okresu pożycia i występuje w różnym na­tężeniu do okresu czwartego włącznie. Kobiety szczególnie bo­leśnie odczuwają spadek uczuć ze strony współmałżonka; nato­miast mężczyznom trudno się pogodzić z rozdźwiękiem między rzeczywistością a uprzednimi wyobrażeniami. Obniżeniu ulega także stopień satysfakcji w pożyciu seksualnym. O ile w pierw­szej fazie związku nastawienie ‘ do zbliżeń było pozytywne, to po urodzeniu się pierwszego dziecka kontakty fizyczne wielu par tracą na wartości, stają się źródłem licznych pretensji i rozcza­rowań. Wiążą się z tym mniejsze starania partnerów o wzajem­ną atrakcyjność i mniejsza dbałość o wygląd zewnętrzny na te­renie domu. Inny zespół konfliktów stanowią spory dotyczące wychowania dzieci. Mężczyźni zwykle zarzucają żonom pobłażliwość w oce­nie zachowania dzieci, zbyt małe wymagania, przesadne nimi zainteresowanie, nadmierną opiekę i czułość.

MAŁŻEŃSKIE KRYZYSY

Parom, które w najlepszym okresie swojego wspólnego życia miewają częste scysje, młodym mał­żeństwom, którym zdarzają się ciche dni i głośne wymiany zdań, wszystkim, którzy lękają się, że różnica poglądów może im za­grozić rozstaniem — świadomość nieuchronności konfliktów po­winna przynieść uspokojenie. Istotne jest bowiem jedynie to, w jaki sposób rozwiązujemy owe konflikty i czy umiemy się porozumieć na tyle, aby udało się je rozwiązać z obopólną ko­rzyścią. I unikać ich w przyszłości.Socjologowie dzielą historię małżeństwa na cztery zasadnicze etapy: okres przed urodzeniem się pierwszego dziecka; okres, gdy zespół rodzinny składa się z pary małżeńskiej i dzieci w wie­ku przedszkolnym lub w pierwszych klasach szkoły podstawo­wej; okres, w którym najstarsze dzieci są w szkole średniej i okres ostatni — po usamodzielnieniu się dzieci. Każdy z nich, stanowiąc kontynuację poprzednich etapów wspólnego życia, jest zarazem różny od pozostałych. Zmienia się bowiem sytuacja małżeństwa, warunki, w jakich żyje rodzina, modyfikacjom pod­legają uczucia łączące małżonków, a także oni sami stają się innymi osobami w trakcie różnorodnych doświadczeń losowych.